poniedziałek, 1 kwietnia 2019

"Inkub" - Artur Urbanowicz

"Dlaczego tak lubisz się bać? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?"


 Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2019
Ilość stron:728
Kraj:Polska

"Trzeba pomóc w ewakuacji Jodozior. Albo Jodozioran. Nie wiem, jak jest poprawnie. Najprawdopodobniej jestem pierwszym człowiekiem na świecie, który wypowiedział nazwę tej wiochy w dopełniaczu. To okolice Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Jedna z tych miejscowości, w których kaczki z okolicznych jeziorek rzucają ludziom chleb, a nie odwrotnie."

W takiej właśnie wiosce zostają znalezione zwłoki dwóch osób. A że stan zwłok, pokrytych szarym nalotem, obudził we władzach spore poruszenie, postanowiono ewakuować mieszkańców i przeprowadzić badania radioaktywne. Tymczasem zawala się chałupa ze zwłokami, młody policjant strzela sobie w głowę a prowadzący śledztwo Vytautas Česnauski, zwany Vitkiem, zaczyna nabierać podejrzeń, iż w tej wiosce coś zdecydowanie jest nie tak.

"Czasami mijał ciała.
Niektóre leżały pod drzewami, ich szyje otaczały wisielcze pętle. Spopielałe gałęzie najwyraźniej nie wytrzymywały ich ciężarów i truchła lądowały na ziemi niczym przejrzałe jabłka."



Artur Urbanowicz stworzył powieść grozy, która mnie powaliła. Bardzo dawno nie czytałam książki z tego gatunku, która nie wywoływałaby we mnie litościwych uśmieszków czy mlaskania z niesmakiem. "Inkub" zdecydowanie nie wywołał ani jednego, ani drugiego. Czytałam z ogromną przyjemnością i, choć to niezły grubasek, nie rozstawałam się z nim ani na chwilę.

"Nasze życie wyłącznie w dziesięciu procentach składa się z tego, co nam się przytrafia, a w dziewięćdziesięciu z tego, jak na to reagujemy."

Akcja powieści rozgrywa się dwutorowo. Raz znajdujemy się w czasach teraźniejszych, kiedy to Vitek wraz ze swoim kolegą próbuje odnaleźć przyczynę dziwnych zjawisk występujących w wiosce, innym razem przenosimy się do czasów, kiedy to do wioski po raz pierwszy zawitało zło. 
Głównym bohaterem jest wspomniany Vitek, dobry policjant, trochę nieśmiały, zakompleksiony mężczyzna, który złapawszy trop nie popuścić, dopóki nie rozwikła sprawy. W tym wypadku motywuje go także zauroczenie pewną dziewczyną, mieszkającą tuż przy dziwnym domu.

"Jeżeli za definicję czarów uznać oddziaływanie na innych za pomocą określonych słów - zaklęć, czarownikiem może zostać każdy z nas. Każdy potrafi wypowiadać słowa, które zadają ból." 

Przyznaję, początek trochę mi się dłużył. Ale gdy minął czas zapoznawania sie z bohaterem a akcja przeniosła się do Jedozioran, ze strony na stronę było coraz lepiej. Pan Urbanowicz ma dar tworzenia mrocznego nastroju, wywoływania podskórnego niepokoju. Robi się dziwnie, tajemniczo i straszno. Poznając naprzemiennie przeszłość wioski i prowadzone dochodzenie, czytelnik praktycznie otrzymuje dwie historie owiane grozą, które w pewnym momencie zazębiają się dając pełen obraz rozgrywających się wydarzeń. Od połowy powieści dzieje się naprawdę dużo i ciężko było mi się oderwać. 
"Inkub" to trzecia powieść autora i moim zdaniem najlepsza. Dwie poprzednie również mnie uwiodły, niemniej w pierwszej kilka rzeczy mnie drażniło, w drugiej już tylko kulały dialogi, natomiast w tej nie przeszkadzało mi już nic. Przede wszystkim książka ma bardzo nastrojowy klimat, ciężki, duszny, z narastającym stopniowo napięciem. Cała fabuła jest drobiazgowo przemyślana i bardzo spójna. Polecam również nie pomijać posłowia, w którym autor wyjaśnia genezę wydarzeń rozgrywających się w powieści. Bowiem, o zgrozo, część tej historii ma pokrycie w faktach.

"Inkub" to idealna pozycja dla osób lubujących się w nastrojowych, ziejących grozą powieściach, jak i również dla fanów zagadek dotyczących małych społeczności. Nawiedzona wioska na Suwalszczyźnie? Czemu nie. Odizolowana wioska, samobójstwa, morderstwa, opętana ciężarna kobieta . A w tle czarownica zatruwająca okolicę czarną mgłą, spowijającą wszystkich mieszkańców. I nie myśl sobie, że zakończenie jest oczywiste. Nie, nie. To nie u Pana Urbanowicza😉

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz