środa, 15 sierpnia 2018

"Dziewczyny z Roanoke" - Amy Engel

"Nie da się schować przed tym, co ma się w sobie. Można tylko zdać sobie z tego sprawę, przepracować i starać się obrócić w coś dobrego."

 Wydawnictwo: Czarna Owca
Tłumaczenie:  Magdalena Nowak
Rok wydania: 2017
Ilość stron:352
Kraj: Stany Zjednoczone


Lane Roanoke ma wrażenie, że trafiła do raju. Po ciężkim życiu z matką, która przez całe życie dziewczyny miała ciężką depresję i nie zwracała na nią większej uwagi, wreszcie trafiła do miejsca, w którym jest chciana i kochana. Śmierć matki nie obeszła jej zbytnio, wręcz czuła się uwolniona. W wieku piętnastu lat Lane jest zamknięta w sobie i nieufna. Jednak żywiołowość młodszej o rok kuzynki oraz wyraźna radość dziadków z jej obecności w rodzinnej posiadłości sprawiają, że dziewczyna zaczyna widzieć przyszłość w jaśniejszych barwach. Coś jednak idzie nie tak, gdyż po roku Lane bez wyraźnego powodu, z dnia na dzień, opuszcza Roanoke. 
Mija jedenaście lat, gdy w środku nocy Lane odbiera telefon od dziadka. Musi wrócić do Kansas, by pomóc w poszukiwaniach Allegry. Powrót okazuje się bardzo trudny i zmusza kobietę do konfrontacji z przeszłością.


"Dziewczyny z Roanoke" to powieść, która budzi we mnie sprzeczne uczucia. Jestem z lektury jednocześnie zadowolona i rozczarowana.  Kilka elementów mi się bardzo podobało, kilka mogłoby być zrobione inaczej. Niemniej nie męczyłam się przy niej.
To, co podobało mi się najbardziej, to dobrze oddany opis hermetycznie zamkniętej, małomiasteczkowej społeczności, oraz dusznej atmosfery panującej w posiadłości Roanoke. Ciekawym zabiegiem było oddanie głosu wszystkim zaginionym bądź martwym dziewczynom należącym w przeszłości do rodziny. Te krótkie wstawki pozwoliły ujrzeć głębię problemu. Pierwszoosobowa narracja pozwala zżyć się z główną bohaterką. Nie powiem, żebym ją dobrze rozumiała, wiele razy jej zachowanie mnie irytowało, zwłaszcza w stosunku do byłego chłopaka.
Kreacja bohaterów nie budzi zastrzeżeń, Lane poznajemy naprawdę dobrze. Trochę szkoda, że nie było możliwości zajrzenia w myśli Allegry, która wydawała mi się bardzo ciekawą i złożoną postacią. Autorka operuje plastycznym językiem, dzięki czemu powieść ma swój klimat. Zabrakło mi jednak elementu zaskoczenia. Dość szybko wychodzi na jaw sekret skrywany przez rodzinę Roanoke, przez co czytelnik nie czuje napięcia towarzyszącego dalszej lekturze. Oczywiście chciałam czytać dalej, by przekonać się, jak ta historia się zakończy, chociaż domyśliłam się zakończenia. 

Szczerze, nie nazwałabym tej powieści thrillerem. Za mało w niej napięcia. Historia jest dość oczywista i przewidywalna, choć trzeba przyznać, że dobrze napisana. Smutna, bo losy Lane są smutne. I dająca nadzieję, że wszystko można przepracować i przeżyć. W pewnym momencie książka zbacza w stronę romansu. Nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo kibicowałam pewnemu mechanikowi:) 
Tak więc nie wiem, czy polecać Wam tę książkę, czy odradzać? Dobrze napisana, z fajnym klimatem i dobrą kreacją bohaterki, jednak zbyt szybko wyjawione jest clou problemu, przez co powieść jest przewidywalna i brak jej napięcia. Zdecydujcie sami.

Grunt to okładka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz